V Półmaraton Ślężański, Sobótka 2012

Tym razem nasza drużyna Los Bieganeros wystartowała w Półmaratonie Ślężańskim w Sobótce. Skład: ja, Doman, Dominik i Eric -kolega z Francji.

Przed startem: ja, Eric, Doman, Dominik

Jest to specyficzny półmaraton ze względu na trasę, która prowadzi wokoło Masywu Ślęży. Trudności to podbieg na przełęcz Tąpadła a także trzy podbiegi w końcówce. Tempo jest rwane, podbiegi i zbiegi. Pogoda dopisała, 16 stopni i piękne słońce. Frekwencja bardzo duża. Wystartowało ponad 3000 zawodników (rok temu 1200). Założyliśmy sobie z Domanem cel - poniżej 1h 50min. Ustawiliśmy się na stracie dużo przed balonikiem z placemakerem 1:40:00. I to był dobry ruch bo zaoszczędziliśmy sobie na stracie stresu związanego z przepychaniem. Choć i tak był ciężko. Wąska droga a do tego od razu ostry zakręt w lewo. Nawet po przekroczeniu linii startu nie było możliwości biec. Podział na strefy startowe w zależności od spodziewanego czasu raczej nie wypalił. Dużo ludzi przed nami biegło wolno a nawet bardzo wolno. Trudno było ich w tym tłoku wyminąć. Z drugiej strony sporu ludzi przebijało się z tyłu. Pobiegłem bokiem, lewą stroną. Przez jakieś 500 metrów straciłem z oczu Domana i resztę naszej ekipy. Dopiero po kilometrze jako tako można było biec swoim tempem. I tutaj niespodzianka, Dominik od razu nam odskoczył. Pytam się Domana co robimy. Zdążamy za nim czy biegniemy swoim tempem? Postanowiliśmy biec swoim tempem tak mniej więcej 5,15-5,20 min/km. Gdzieś na trzecim kilometrze odnalazł się Eric, dobiegł do nas i do 5km biegliśmy w trójkę.

Profil trasy i tempo biegu

Zaczyna się podbiegł na przełęcz Tąpadła. Tak mniej więcej od 4km jest pod górę aż do 6km. Na pierwszej części podbiegu Eric odpuszcza i dalej biegniemy we dwójkę. Dominika nie widać w przodzie. Następny odcinek w dół. Na 7km jest pierwszy pitstop czyli punkt z wodą. Ja nie zatrzymuję się, mam jeszcze butelkę zabraną na bieg. Od tego miejsca jest już w górę aż na Tąpadła. Ponad dwa kilometry. Biegniemy równym tempem. Według oficjamnego pomiary między 7 a 9 km przebiegnięcie tego odcinka zajęło nam 11,34min (była specjalna nagroda dla najlepszego górala za najlepszy czas na tym odcinku). Przyznam, że pod sam koniec podbiegu już mocna czułem go w nogach. Na szczęście od przełęczy Tąpadła był długi zbieg, pierwszy trzy kilometry bardzo mocna w dół, następne trzy też w dół choć już nie tak ostro. Na 14km następny punkt z wodą na którym tym razem już piję. Gorąco było a do tego słońce mocna dawało się we znaki. Czas mieliśmy dobry. Była bardzo duża szansa, że przybiegniemy poniżej 1h 50min. Ale przed nami było jeszcze 7km z trzema nieprzyjemnymi podbiegami. Może niezbyt długie bo po około 500 metrów ale dość ostre a do tego na zmęczeniu. Dobrze mi się jednak biegło więc nadawałem naszej dwójce mocne równe tempo pod 5min/km. Na szczycie drugiego z tych podbiegów był ostatni punkt z wodą. Napiłem się szybko i ruszyłem dalej. Rozglądałem się za Domanem ale gdzieś się zapodział, nie mogłem go wypatrzeć a nie chciałem tracić rytmu więc ruszyłem. Doman już na podbiegach mówił, że jak dobrze się czuję to mogę pociskać a że dobrze się czułem więc pobiegłem dalej sam. Do mety pozostało 3km. Raczej nie przyśpieszałem, biegłem dalej tym samym rytmem. I oczywiście miałem jeszcze małą nadzieję, że dojdę Dominika choć nie miałem pojęcia jak daleko był z przodu (jak się później okazało na 15km miał nad nami przewagę 1,50 min, jak mówił na mecie od 15km trochę osłab więc na tym punkcie z piciem był przed nami około minuty, może trochę więcej). Ostatnią trudnością był końcowy podbieg, który kończył się na 20km. Już pod koniec na prawdę było ciężko. Ale wypatrzyłem w przodzie Dominika więc zacisnąłem zęby i nie odpuszczałem. No i doszedłem tak mniej więcej 800m przed metą, na końcowym zbiegu który kończył się na mecie ;). Czas super: 1h 47min 04s ! Co dało mi 914 miejsce na 2953 którzy dobiegli do mety. Doman przybiegł w czasie 1h 48min 20s. Cel został osiągnięty! Eric też dobrze się spisał: 1h 53min 28s. (dla Dominika i Erica był to pierwszy półmaraton).

Ja i Dominik z lewej
Na drugim planie Doman
zdjęcia: Maratończycy.com

O ile można się przyczepić do organizacji na trasie, szczególnie do punktów z piciem które były bardzo krótkie i niestety robiły się kolejki, to na mecie było dobrze (pomijajać fakt że nie było baneru z metą, tylko taśma na trawie). Dostaliśmy medale i picie. W dużym namiocie dawali posiłek po biegu i banany. Nie było kolejki. Dobrze wszystko funkcjonowało.

Biegłem w ciuchach firmy Kwark. Jak zwykle bardzo dobrze się spisały. Leginsy krótkie są niezastąpione. Było gorąco i słonecznie więc wahałem się czy czasem nie założyć na ramiączkach ale w końcu pobiegłem w koszulce z długim rękawem Powerdry. Trochę tylko podwinąłem rękawki, co nie było łatwe bo ona jest mało rozciągliwa i ciasno przylega. Nie było mi w niej gorąco. Mało tego na mecie była suchutka, nie wiem gdzie pot się ulotnił, hehhe. Nic nie uwierało, nie miałem żadnych podrażnień. Fajna jest ta koszulka, choć się tak zastanawiam, że może jednak lepiej gdyby nie była taka dopasowana, ale bardziej luźna (jako alternatywa ale tych dopasowanych). Ona się nie rozciąga i nie wiem czy dla wszystkich była by to komfortowa sytuacja, gdyby mocno przylegała do ciała. Mi akurat to nie przeszkadza.

Dane z mojego Garmina:


Copyright © Edward Krzyżak Wszelkie prawa zastrzeżone